piątek, 18 kwietnia 2014

I nie było już nikogo: Yuuki

Wraz ze śmiercią Secretusa kruki poderwały się do lotu. Ich krzyk obudził pierwotny strach wśród pozostałych przy życiu bohaterów. Pogoda nie ułatwiała przeprawy i przygotowań do ostatecznego rozstrzygnięcia. Reynart wraz z dobrodusznym poszukiwaczem zwad – Yuukim – starali dostać się do ostatniego piętra willi, aby odnaleźć odpowiedź kim jest ten diabeł przebrany w ludzką skórę. Obaj byli pewni, że zakazane miejsce doprowadzi ich do rozwiązania. Nikt przed nimi nie zaglądał na strych.

Yuuki był zwinnym wojownikiem posługującym się dwoma samurajskimi mieczami. Doskonale władał swoim orężem. Zakochany był po uszy w królewskiej damie – Suharki. To jej wpływ odbił się na duszy Palladiusza. Mógłbym zmienić w sobie wszystko prócz uczucia jaką ją darzył. To była główna motywacja do przetrwania tego armagedonu. Główna broń w walce z szaleńcem.

Gdy dotarli na miejsce ich oczom ukazał się zadziwiający widok. Strzępy obrazów z przeszłości Yuukiego zawieszone były na czarnym płótnie nicości. Wszelkie troski związane z rozrastającą się gildią Celestial Lust pokrywał cień zwątpienia. Niewielki był to cień, lecz w tej manifestacji ukrytych znaczeń było coś niepokojącego. Nikt nie jest doskonały, nikt nie uniknie błędów i zwątpienia w samego siebie.

Na ten niezwykły widok bronie zrobiły się ciężkie, a falująca na wietrze skórzana zbroja dusiła liche ciało. Był znany z wytykania błędów w ortograficznej magii swego wymiaru, a teraz musiał się zmierzyć z własnymi błędami z przeszłości. Drwiły z niego, szydziły i nakłaniały do złego. Nie każde zasady moralne, nie każdy obrońca dobra kończy jak bohater. Yuuki zrozumiał to, gdy poczuł sztylet wbity przez Reynarta. Upadł on na podłogę z niedowierzania.

-Dlaczego? To ty jesteś tym złym?! - jęknął plując krwią

Na jego załzawionych oczach postać towarzysza zmieniła się w cień i przepadła bez śladu. Chwilę potem śmiech ogarnął wnętrze pomieszczenia. Czarny charakter wrócił do zbierania żniwa. Był magiem w swoim fachu, zabierał życie niczym wyrafinowany urzędnik kierujący się bezmyślnie literą prawa.

-To tylko mój idealny cień, który potrafi przyjąć każdy wygląd. Zapewniam ciebie, że nigdy nie było Reynarta. Nigdy nie było was czternastu! - odrzekł z niekłamaną radością w głosie - Ot taka moja mała zabawa. Mam nadzieję, że tobie się podobała, a teraz zaśnij snem wiecznym kołysząc się na chmurach niespełnionych marzeń. Dobranoc, mój Gramatyku.

I kolejna dusza opuściła okrutne życie pełne bólu i cierpienia. Jakby łowca tylko skracał cierpienie swej zwierzynie. Cóż można rzec, zostało ich tylko dwóch, na których czeka - mam nadzieję - niezwykłe udana niespodzianka. (pusty śmiech) Poczekajmy do kolejnego odcinka na radosne nowiny!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz