wtorek, 12 listopada 2013

I nie było już nikogo: Nexxio

Gdy śmierć zebrała pierwsze żniwa, rzuciła na resztę rozbitych emocjonalnie katów ponury cień zagłady. To samo pytanie niszczyło ich zdrowy rozsądek; kto, jak i przede wszystkim dlaczego? Historia niejednokrotnie pisze psychodeliczne schematy tortur, a niektórzy z ocalałych są naprawdę dobrymi pisarzami horrorów. Jak Nexxio, kiedy napisał swoje arcydzieło w Klasztorze Obłudy. Co takiego zrobił człowiek, dla którego największą motywacją są pieniądze?

Ukrzyżował zakonników na odwróconych krzyżach w nagrodę za „opiekę” nad niewinnymi duszyczkami. Jak widać, nawet kotara wiary potrafi skryć psychopatów, którzy nareszcie otrzymali zasłużoną premię. Taki to nasz bohater był. Leniwy, mroczny, sarkastyczny z ponurym, potężnym głosem. Materialista do szpiku kości, ale z nutą bohaterstwa, gdzie egoizm dawno umarł. Człowiek o jednej twarzy jednocześnie mający dwa oblicza.

Marzył o wędrówce w przestrzeń kosmiczną bądź wybór magicznej ścieżki życia, by nauczać młodych adeptów magii. Los chciał inaczej, on sam wybrał inaczej. Bliżej mu do postaci mrocznego lorda Sitha, jeśli wiecie o kim mówię, z ukrytą intencją sumienia. Był jak świetlik zawieszony na nocnej kotarze wśród bladych gwiazd rozumu. Jednak grzechy pozostają grzechami i w obliczu maniakalnej sprawiedliwości nawet on nie mógł nic poradzić.

Kompleks boga doprowadził go do spaczenia roli wiary i rozumu. Doprowadził go do ukrzyżowania w przedziwnej pozie udając komika na scenie leżącego poziomo nad horyzontem zażenowania. Jego ostatnie myśli ukierunkowane były w stronę swej organizacji, którą nawiedzał niczym wierny duch wzbogacając ją swym czarnym humorem. Teraz to morderca napisał skecz, uczesał Nexxia jak sam sobie tego życzył i wyrwał mu serce w pełni zrozumienia. Niespełniony weterynarz utkwił w boskiej pozie. Żył w oddali od reszty i tak samo zmarł. Zdradzę wam jedno, jego ciała w gęstwinie posępnych drzew nie znaleziono. Nikt nie miał czasu szukać brakującego ogniwa, gdy nad pozostałą przy życiu grupą nadal wisiało widmo zagłady.

Wisiało, dobrze powiedziane. Wisiało jak ciało poprzedniego bohatera w sarkastycznym uśmiechu. Ten ktoś nie ukończył swego dzieła, ale chciał czegoś innego. Chciał spektaklu, zatem nikt inny tego dnia nie umarł. Poczekał spokojnie w nerwowej i ciężkiej atmosferze na okazję tuż po zachodzie słońca, ale to już w następnej części. Śmierć jest cierpliwa, więc wy również bądźcie cierpliwi...

2 komentarze:

  1. nie ma to jak uroczy motyw ukrzyżowania w pierwszych akapitach od samego rana xd :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Umiejętnie bawi się z nimi w grę, w której sam dyktuje twarde warunki. Jest swoistym Bogiem, wymierza sprawiedliwość.

    OdpowiedzUsuń