czwartek, 22 sierpnia 2013

I nie było już nikogo: Ranbu

-Koniec tego! - rzekł jeden z pozostałych przy życiu uczestników tej maskarady – Najlepszą obroną jest atak, znajdziemy i zniszczymy go! - słowa te jakby tylko spływały po twarzy Ranbu. Całe życie wędrował bez melodii szczęścia uciekając przed grzechami przeszłości. Jako jedyny zrozumiał powód ich przybycia i poszczególne zgony.

W zamierzchłych czasach wielokrotnie musiał upijać zszargane sumienie, aby przetrwać deszczową noc. Popadł w alkoholizm, zbierał przy okazji rozmaite kapsle od piwa i chodził od miasta do miasta. Tam przeważnie chwytał się brudnych interesów i znów upijał się. Życie toczyło się w koszmarnym śnie deja vu.

Za młodu trenowany był na rycerza, stąd doskonale posługuje się mieczem. Jednak od jakiegoś czasu nie stać było go chociaż na skromny ekwipunek. Zawsze powtarzał, że chciał prowadzić życie na krawędzi, może zostać nawet człowiekiem dziczy i przetrwać apokalipsę nieumarłych. Z innych opowieści wynikało, że próbował swoich sił jako kucharz, architekt bądź lekarz. Stwierdził jednak, że to właśnie styl włóczęgi najbardziej mu odpowiada i wybrał taki a nie inny los. A może to życie wybrało za niego?

W swoim świecie został aktywnym członkiem Celestial Lust. Organizator wielu eventów. Próbował w ten sposób oczyścić własne imię przed samym sobą. Jednak przeszłość jest jak ladacznica przed snem. Przez głośne jęki ciągle przypomina o sobie. Dlatego Ranbu jako jedyny zaakceptował swój los. Cała grupa rozdzieliła się na mniejsze zespoły i zaczęła swoje poszukiwania. Jednak nie nasz obecny bohater. O nie, to by było za prosto.

Wzorowy gildiowicz, który uwielbia biwakować pod gołym niebem postanowił zrobić coś niespodziewanego. Tylko czy taki krok nie był przemyślaną egzekucją naszego tajemniczego mordercy? Któż to wie. W sumie, ja wiem. Wiem, że o czerwonym zmierzchu słońca na horyzoncie trosk odnajdą ciało wiszące na jednej z gałęzi tuż przy wielkim domu. Sumienie w końcu nie wytrzymało, a on już nie chciał walczyć z nim kolejnymi litrami piwa i wódki.

Każdy w pewnym sensie zasługuje na śmierć, nawet nasz towarzysz bez melodii. Chociaż na przyszłość patrzył w kolorach nadziei, szczególnie jeśli chodzi o własną organizację, to plecy miał mroczne. Uczciwy człowiek z dystansem do siebie również miewa chwile, gdzie ciemność wita go szeroko rozstawionymi ramionami.

Chciał wyrwać się systemowi, zwiedzać swój świat bez ograniczeń, ale musiał poddać się przeszłości, własnym grzechom i zemście. Ten niebezpieczny miks zaprowadził naszego Ranbu na skraj przepaści. Skorzystał z okoliczności i odszedł godnie jak na godnego człowieka przystało. Wyliczanka trwa w najlepsze, a kolejni czekają w kolejce. Ci jednak są zdesperowani, by przetrwać, więc zabawa będzie jeszcze większa. Czekamy na więcej...

*********
Jak dla mnie jakościowo najsłabszy odcinek.

5 komentarzy:

  1. Jak dla mnie ten odcinek jest zbyt smutny. I nie piszę tak bo mam lipny humor, a dlatego, że pozbawiłeś tego bohatera w tak brutalny i smutny sposób życia. O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie smutek kojarzy się ze śmiercią. A jeśli odebrałaś to samobójstwo jako brutalny sposób to jak dla mnie sukces twórczy :)

      Usuń
    2. Uznaj, że to komplement ;)

      Usuń
  2. Samobójstwo to jak dla mnie nie jest godna śmierć..
    Najtrudniej jest gdy dopada Cię przeszłość, a Ty nie umiesz sobie z tym poradzić i kończysz jak ten bohater.

    OdpowiedzUsuń
  3. moim zdaniem skromnym tamte zgony były bardziej efektowne;p a taki samobój to trochę hm nie przystaje zbytnio jak do mrocznej wyliczanki:)

    OdpowiedzUsuń