środa, 12 grudnia 2012

Po drugiej stronie

Codziennie rano natrętne promienie słońca zmuszają moje wiecznie zmęczone ciało do reakcji i wyzwolenia się z niewolniczych kajdan snu. Biję się w pierś trzykrotnie, by raz jeszcze zniewolić pustkę w środku i niczym profesjonalny zabójca wtopić się w tłum ludzi, których coraz częściej nienawidzę. Nie pamiętam dnia, w którym bym widział zarys słońca. Ta fatamorgana drwi ze mnie i z resztek sił pozostawionych na spalonej ziemi.

Snuję się od świtu do zmierzchu unikając niepotrzebnych okoliczności tłamsząc wewnątrz negatywne uczucia chcące wydrzeć się po przez łzy na świat zewnętrzny. Doskonale żongluje milionami skrzętnie przygotowanymi maskami na każdą ewentualną sytuację. Uśmiecham się, żartuję, słucham, rozmawiam i pomagam w pracy, ale wewnątrz smętne echo wędruje przez opustoszały las zapomniany przez świetliki.

Pomimo wielokrotnych prób, heroicznych walk słońce zza chmur nie wyszło. Ciągle gdzieś wyczytuje bękarcie słowa pokryte solidną dawką naiwności; aby być szczęśliwym trzeba uwierzyć w szczęście, nie wolno narzekać tylko walczyć; wiara czyni cuda. Tylko ja... straciłem wiarę, bo nigdy nie ujrzałem szczęścia, poddałem się, bo każda kolejna przegrana walka porzucała mnie w coraz głębszym dole samotności i niezrozumienia. Nie każdy człowiek rodzi się pod szczęśliwą gwiazdą. Nie każdy człowiek jest bohaterem własnego życia.

Dziś mogę powiedzieć jedno. Już dawno umarł mag co po radosnej stronie pomimo wszelkich przeciwności chodził wraz ze swoją przyboczną armią słów. Byłem zbyt silny, a teraz odpokutuje bezpodstawne lata optymizmu tylko gdzieniegdzie przeplatane zwątpieniem. Dziś jestem pewien. Straciłem wiarę w lepsze jutro i po raz kolejny nie zamierzam próbować tego zmienić. Za dużo sił i nerwów kosztuje to baśniowe wyrzeczenie. Po drugiej stronie maski jestem na chwilę obecną martwy...

74 komentarze:

  1. Chyba nie powinnam była do Ciebie wchodzić. Już sama nie jestem pewna czy smutniej u mnie czy tutaj. Czytałam Twoje archiwum, też mało optymistycznie. Cierpisz na depresję czy Twoje samopoczucie jest spowodowane porą roku, jakimś przykrym wydarzeniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej depresja, aczkolwiek nieleczona tym razem. Nie jestem pewien czy w ogóle chcę. Brakuje mi motywacji. Chociaż na co dzień nie jest aż tak smutno, raczej tak pustawo.
      A czemu nie powinnaś wchodzić?

      Usuń
    2. Bo również jestem w straszliwym dole, ponurym i smutnym nastroju. I do tego dołożyłam sobie Twój wpis...

      Usuń
    3. Rozumiem, że masz nawrót depresji, którą kiedyś leczyłeś farmakologicznie?

      Usuń
    4. Teraz rozumiem a mówią, że razem raźniej.
      Dobrze rozumiesz, tym bardziej ta jest gorsza, chociaż rzeczywiscie nikt ze znajomych nie zauważa. Chyba dobra gra aktorska.

      Usuń
    5. Wiesz, to jest pewnego rodzaju wsparcie, że jednak nie tylko ja tak odczuwam, że nie jestem sama. To dziwne, wchodziłam tu wcześniej, ale dopiero teraz gdy jestem w zaawansowanej depresji odczułam tak dogłębnie Twój smutek, który ja również odczuwam na co dzień.

      Usuń
    6. Ludzie są zapatrzonymi w siebie egoistami. U mnie też nikt nie zauważał, a to trwa już parę lat.

      Usuń
    7. U mnie wychodzi tyle, że ja staram się to ukrywac i obce osoby z sieci, które nigdy mnie nie poznały na żywo wiedzą więcej niż osoby, z którymi przebywam na co dzień. Trochę to smutne, bo u mnie rodzina też mnie nie zna.

      Usuń
    8. To oczywiste. Tutaj jesteśmy anonimowi, możemy napisać wszystko. To potwornie przykre, że najbliżsi wiedzą o nas tak mało i, że nikt nie zdaje sobie z cierpienia jakim jest depresja. Dlatego ja zamykam się w swojej klatce, izoluję się od ludzi, bo już nie potrafię udawać. To ponad moje siły. Już nie potrafię wydusić z siebie żadnego optymistycznego słowa, zapomniałam jak to jest uśmiechać się. To koszmar...

      Czytam Twój wpis "Obsesyjny strach" z września i nie mogę uwierzyć, zupełnie jakby to moje palce to napisały. To straszne. Ludzie nie zdają sobie sprawy jak to jest być socjofobikiem...

      Mogę zapytać czy wtedy gdy leczyłeś się farmakologicznie, było Ci dobrze? Czy to coś w ogóle dało? Terapie, itd?

      Usuń
    9. Mnie przeraża brak wiedzy ludzi na temat depresji, którzy często określają to mianem "wmawiania sobie" albo rzucają tekstami "inni mają gorzej" jakby to miało w jakiś sposób mi pomóc.

      Szczerze, nie pomogło. Innym pomaga, drugim nie. W sumie już tak wyraźnie nie pamiętam czemu depresja odeszła, może tylko została uśpiona, ale na pewien czas mnie sama z siebie zostawiła. Dziś wróciła silniejsza.

      Usuń
    10. Zawsze wróci, choroba od tak nie mija. Nie czułbyś się bezpieczniej jeśli byłbyś pod okiem psychiatry?

      Rozumiem, że przerwałeś leczenie, myśląc, że depresja odeszła?

      Usuń
    11. Fakt, ludzie często nie rozumieją chorych na depresję. Moja mama zawsze mi powtarzała, że wymyślam, że wyolbrzymiam problemy jak każda nastolatka, a jak nie chciałam wstać, to oczywiście, że jestem leniwa, że mam się wziąć w garść, że uroiłam sobie coś i, że w ogóle mam przestać udawać. Dopiero kiedy przez dłuższy czas nie wychodziłam z łóżka i odizolowałam się całkowicie umówiła mnie do psychiatry.

      To samo jest z fobią społeczną. Wszyscy uważają mnie za dziwaczkę, psychiczną laskę, która boi się wszystkiego. Myślą, że robię to specjalnie, że np. jak nie pójdę sama do sklepu-proszę kogoś innego albo że nie podchodzę do tablicy - to jest dla nich sygnał, że chcę na siebie tylko zwrócić uwagę. Nie rozumieją tego kompletnie. To bardzo boli.

      Usuń
    12. Przerwałem leczenie, bo nie pomagało to. A dopiero miesiac moze dwa sama odeszła. Czy ja wiem czy bezpieczniej. Przechodziłem już etap myśli samobójczych i wiem, że raczej tego nie pociągnę w tę stronę ze względu na moje wierzenia czy poglądy (tchórz ze mnie).
      Teraz jak jestem dorosłym w końcu facetem moje poglądy na temat psychologii ewoluowały w pesymistyczną stronę. Raczej uważam, że "coś" co może mi pomóc musi przyjść od zewnątrz. Jakieś wielkie boom optymistyczne, które jak widać przyjść nie chce.

      Usuń
    13. Po jakim czasie przerwałeś? Moja psychoterapeutka mówiła mi, że dopiero po pół roku można jakieś efekty zauważyć...
      Wiesz, ja też jestem tchórzem i z jednej strony myślę, że nie byłabym zdolna zakończyć to, a z drugiej czuję jak depresja wchodzi mi na psychę i jak już chciałabym poczuć ukojenie. Chcę żyć, ale w ten sposób nie potrafię...
      Myślę, że rzeczywiście jakieś dobre zmiany mogłyby być wielkim kopniakiem na przód. Ale z drugiej strony, euforia po radosnym wydarzeniu po pewnym czasie znika, a wtedy znowu powraca ciemność. Ja jestem świadoma tego, że to ja mam problem. I niezależnie od tego gdzie będę, jakimi ludźmi będę otoczona, będzie mi źle. Bo mój umysł jest moim więzieniem. I dopóki się nie wydostane z klatki, którą sama sobie wytworzyłam, nigdzie nie będzie mi dobrze i nigdy nie znajdę szczęścia.

      Dlatego próbuję z psychiatrą - ostatnią deską ratunku. Choć na daną chwilę mam ochotę zrezygnować z terapii, to wiem,że muszę próbować. Po prostu muszę się czegoś chwytać, bo spadam.

      Mogę zapytać jakie leki brałeś?

      Usuń
    14. Mniej więcej właśnie po pół roku.
      To ja doszedłem całkowicie odmiennego wniosku. Jednak to życie jest do bani i to ono jest problemem, a nie mój umysł. Jeśli się nie układa zmiana postawy na optymistyczną nic nie daje jak i tak nadal wszystko się wali. Ja tam uważam, że życie musi zmienić swój tor, aby człowiek zmienił swoje myślenie. Czy to z pomocą kogoś z zewnątrz czy samemu, a jako, że samemu wielokrotnie próbowałem to znaczy, że musze czekać na magiczne zaklęcie od zewnątrz.
      Nie rezygnuj, przynajmniej nie po krótkim czasie.

      To było tak dawno temu, że nie pamiętam.

      Usuń
    15. Jeśli masz siłę, by czekać... By wierzyć, że jeszcze coś fantastycznego może się zdarzyć, że jeszcze zmienisz swoje życie o 180stopni i w ogóle wszystko będzie w porządku... To zazdroszczę, ja nadziei pozbyłam się, nie będzie rozczarowań.
      Depresja u Ciebie powróciła - nie boisz się tego, że to się nigdy nie skończy? że zawsze będziesz tkwił w obawie przed atakiem tej choroby? nie jesteś już zmęczony tym, że ciągle musisz walczyć o każdy dzień, by się nie poddać? jesteś w stanie to wszystko wytrzymać?

      kurwa, czuję się taka słaba.

      Usuń
    16. a pamiętasz czy brałeś może Aurorix albo Efectin ER?

      Usuń
    17. Ja już się trochę temu poddałem. Nie walcze już, czekam, może coś samo się wydarzy. Jeśli nic się nie stanie to... trudno. Jeśli samemu nie potrafiłem odmienić życia to teraz również tego nie jestem wstanie zrobić, zatem nic innego mi nie pozostało.

      Chciałbym odpowiedzieć na to pytanie, ale nie pamiętam. To było jakieś 4-5 lat temu.

      Usuń
    18. Rozumiem. A jeszcze chciałabym się zapytać, czy fobia społeczna z wiekiem pogłębiła Ci się czy zmniejszyła? Terapia coś pomogła w związku z lękiem przed ludźmi? Podejrzewam, że na pewno brałeś też coś na fobię.

      Usuń
    19. Nieleczona powiększa się. Nie, wtedy nie leczyłem fobii, bo uważali to za zwykłą nieśmiałość. Nadal rodzina uważam, że nie jestem nawet nieśmiały co niekiedy zbija mnie z tropu z powodu ich zaślepienia.
      Najlepsze jest to, że nikt z rodziny o terapii na depresje nie wie i tak raczej pozostanie.

      Usuń
    20. Ja nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak fobia społeczna. Myślałam, że jestem chorobliwie nieśmiała, zamknięta w sobie, ja sama nie rozumiałam do końca swoich zachowań, blokad. Jednak psychiatra rozpoznał u mnie fobię przy pierwszej wizycie poprzez wywiad - u Ciebie nie zdiagnozowali tego? To dziwne, bo Twój wcześniejszy post o strachu jednoznacznie wskazuje na lęk przed ludźmi. Właściwie głównie na tym polega moja terapia, gadamy o mojej fobii i robię jakieś zadania (leki, które biorę też są m.in. przeciw lękowe). Nie wiem jak Ty, ale ja przez fobię ogromnie dużo straciłam. I bardzo cierpię, że nie potrafię normalnie żyć wśród ludzi.{nawiasem mówiąc fobia często jest mylona z nieśmiałością, i tu jest problem...)

      To w ogóle możliwe zachować w tajemnicy depresję, leczenie?.. Sam zacząłeś szukać pomocy czy ktoś Cię do tego namówił?
      Ja zawsze obiecywałam sobie, że jak skończę 18-tkę, to wtedy pójdę do psychologa, żebym sama to ogarnęła bez wtajemniczania w to rodziców. Ale się nie dało, depresja ujawniła się dosyć konkretnie i choć mama zawsze trywializowała moje problemy, smutki to jednak wiedziała, że dzieje się coś ze mną niedobrego.
      Chociaż jeśli jesteś już dorosły, może nie chcą się wtrącać, dopytywać?

      Nie byłoby Ci lżej, łatwiej gdyby ktoś o Twojej chorobie wiedział? Gdyby bliscy mogli Cię wspierać w tym? U mnie tylko mama wie. Ale generalnie czuje się sama z tym wszystkim. To strasznie obciążające.

      Usuń
    21. Teraz chyba jest większy nacisk niż ostatnio gdy ja brałem się za leczenie. W sumie potajemnie wysłała mnie pani pedagog szkolna, bo w innym przypadku bym się nie zgodził. Taka konspiracja z tego wyszła.
      Ja tam w rodzinie raczej wypadam jako czarna owca, która wie zbyt dużo, ale jest leniwa i sobie marnuje żyje. Coś w tym stylu. Może dlatego nie jestem rodzinny i nie uważam ich za bliskie osoby.
      Nie mam takiej osoby, która by w razie czego wsparła swoim czasem i osobą. Z rodzina jest ten problem, że to tylko rodzina i jakoś nie przywiązuje i vice versa do nich przywiązania. Więc zostaje samotna podróż.

      Usuń
    22. W sumie teraz jest większa świadomość, więcej się mówi o depresji. O ile się nie mylę to antydepresanty wprowadzili dopiero jakieś 15 lat temu(?) Najgorsze jest to, że często ten problem jest przez otoczenie trywializowany. Ludzie często mylą depresję ze zwykłym lenistwem, z byciem marudą, zamkniętym w sobie czy po prostu pesymistą.
      Skoro to wyszło od pani pedagog ze szkoły to chyba powinna poinformować rodziców, prawda?
      Dużo osób twierdzi, że jestem "czarną owcą". I dla rodziny też jestem tym nierobem co tylko leży, patrzy w sufit i wyolbrzymia wszystko. Też nie czuję więzi ze swoją rodziną, chociaż szczerze mówiąc jak pierwszy raz poszłam razem z mamą na "kozetkę" to ona o wszystkim się dowiedziała i nie ma już między nami tej tajemnicy, która nas oddalała. Można powiedzieć, że to nas zbliżyło, chociaż już zawsze będę miała do niej żal, że nie zainteresowała się mną wcześniej tylko teraz kiedy już się rozpadam.

      Mogłabym powiedzieć, że samotność kształtuje osobowość, pozwala na dogłębny kontakt z samym sobą, ale sama wiem jakie to cierpienie być samotnym, więc podaruję sobie te słowa z cyklu "dobre rady cioci Halinki".
      Jesteś zrezygnowany, ja też. Ale czuję, że Ty jeszcze masz siły walczyć. I chcesz dobrze żyć, tylko jeszcze nie wiesz jak to zrobić...

      Zainwestuj w zwierzątko, będzie milej. Taki kotek mały przyjdzie, pomruczy, poprzytula się i od razu cieplej na sercu :)

      Usuń
    23. To trafiłaś. Nienawidzę kotów^^ Dla mnie sa one uosobieniem piekielnym demonów. Za to mam psa. Nie pomaga, chociaż ma zabawne zagrywki.

      Czemu uważasz, że ja jeszcze mam siły?

      Bo ona była wyrozumiała i dotrzymywała słowa. Dzisiaj rzadza przepisy, trzeba poinformowac i już. Jeszcze kilka lat temu nie, przepisy były na dalszym planie.

      Usuń
    24. Upss :D "demonów" ? W którym miejscu? To przemiłe zwierzątka, i bardzo inteligentne. Miałeś kiedyś kota w ogóle? Ja je uwielbiam, są delikatne i subtelne. Bystre i takie urocze z tymi słodkimi oczętami, miękkimi łapeczkami. I to takie przyjemne jak przychodzi kotek i się ociera i mruczy tak ładnie i siada sobie na kolankach. Cudne stworzenia :) Psa nigdy nie miałam, boję się ich. Są duże i za bardzo dominujące. Ale generalnie myślę, że psy to bardzo mądre stworzenia, wręcz jak człowiek.

      Bo chcesz żyć, bo wierzysz, że jeszcze nadejdzie Twój czas, w którym się spełnisz. Po za tym, pisałeś gdzieś, że generalnie nie odczuwasz tak smutku, tylko pustkę. Czyli wystarczy tą pustkę wypełnić czymś, kimś. Nie masz nadziei, ale starasz się jakoś normalnie żyć, funkcjonować. Ja się poddałam.

      Usuń
    25. Miałem raz kota i nigdy więcej nie chcą. Ogólnie koty mają w dużym poważaniu ludzi dopóki mają gdzie spać i jeść. Łasić się idę jedynie kiedy one tego potrzebują. Dlatego ich nie lubię. Co innego psy. Wcale dominujące nie są. Ba, uważam, że psy są cudowne. Ludzie powinni miec taki charakter jak psy. Uczuciowe, słodkie, wierne do końca. Ktoś kiedyś napisał (nie pamiętam gdzie dokładnie w necie), że jedyną wadą psów to to, że tak krótko żyją.

      To nie jest tylko pustka. To jest aż pustka. Koniec końców. Nic po niej nie ma. Ja również się poddałem i biernie płynę z rzeką, bo nic innego mi nie pozostało. Może ktoś/coś zapełni ją, ale będzie oto bardzo trudno.

      Usuń
    26. Koty chodzą własnymi drogami, ale to nie oznacza, że nie potrafią być oddane właścicielom. Każdy kot jest inny. Mam dwa koty, jeden jest taki, że głaskać go można tylko wtedy kiedy on chce i generalnie jest niedotykalski, a potem ma fazę kiedy chce mu się przytulać to jest nachalny i ciągle tylko chodzi miauczy i ociera się o nogi i wchodzi na lodówkę czy do zlewu/wanny, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Jak dziecko. A mój drugi kot jest zupełnie inny. Oddany. I gdybyś widział jak on, a właściwie ona (kotka) potrafi patrzeć na człowieka. No nie na się przejść obok niej obojętnie. Potrafi hipnotyzować swoimi zielonymi oczkami^^ Nie ważne czy to tylko manipulacja, bo chce dostać mięso, ja wiem, że moje kotki są wdzięczne nam, że się nimi opiekujemy, że mają gdzie spać i co jeść i, że mogą spać 15 godzin na naszych kolanach. One to doceniają, ja to czuję. I wzrusza mnie to, że kiedy w nocy ryczę one przychodzą do mnie i kładą mi się blisko serca, jak gdyby chciały ukoić mój ból. I to uspokajające mruczenie... Uwielbiam.
      Nigdy nie miałam psa, więc nie wiem. Ale z tego co wiem to rzeczywiście musi być dużo prawdy w tym, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka.

      Wiem, rozumiem. Ja też odczuwam ogromną pustkę i jeszcze ogromniejszy smutek, samotność, lęk, bezsilność. To tak strasznie wykańcza człowieka od wewnątrz. Może to głupie, ale czasem myślę/czuję, że w ten sposób ktoś karze mi płacić za swoje grzechy...za swoje istnienie.

      P.S A moja kotka umie otwierać drzwi klamką - takich rzeczy pies Ci nie zrobi :P

      Usuń
    27. Mój poprzedni psiak też otwierał sobie drzwi, więc to nie tylko umiejętność kotów;p

      Sam mam podobne odczucia, ale nie w ramach kary za życie ale za świadomość tego, że wiem jakie to życie faktycznie jest. Jakbym obudził się ze snu i zorientował się, że jest inaczej niż ludzie mówią i teraz mam przesrane po całości.

      Usuń
    28. Ale pewnie otwierał je łapą, a mój kot skacze na klamkę i drzwi się same otwierają, magiczne zdolności :D

      Rzeczywiście, też można z tej perspektywy na to patrzeć. mimo wszystko wiem, że gdyby nie moja nadwrażliwość, gdyby nie to, że nie mam pancerza obronnego przed światem, nie byłabym dzisiaj w pułapce. Mam wrażenie, że odczuwam wszystko silniej, dotkliwiej, o tysiąc razy bardziej niż inny człowiek. To jest ciężar, którego nie potrafię już znieść, to mnie zabija.

      Usuń
    29. Sam jestem nadwrażliwy i wszystkie porażki trafiają do mnie z wielokrotną mocą i siłą, a że więcej, znacznie więcej jest porazek niż wygranych to nie mam czasu, aby się uśmiechnąć z ewentualnej wygranej. Jakbym się staczał po zboczu.

      Usuń
    30. I to jest właśnie ta pułapka, w którą wpadliśmy. Zamknięte koło.

      Usuń
    31. I dlatego samym nastawieniem raczej nie zmienimy siebie. Muszą przyjść zwycięstwa.

      Usuń
    32. Czekanie na zwycięstwa nie wydaje my się dobrym pomysłem. Po zwycięstwa trzeba iść, a mi brakuje na to sił. Nic się samo nie zmieni bez nas samych, a ja mam wrażenie, że powoli gasnę. Szczęście wymaga wysiłku, trzeba odważyć się, by dążyć do niego, jednak dzisiaj na równi pochyłej stoję i sparaliżowana strachem przestałam się ruszać.

      Musisz pamiętać jednak, że wszystko jest w naszej psychice, wszystko zaczyna się od głowy. Może my widzimy świat takim jakim jest naprawdę, ale wiesz, ja nie chcę tej prawdy. Chcę widzieć piękno w tym świecie, nawet jeśli go tak na prawdę nie ma. Zaczynam się bać ciemności, w której przyszło mi żyć.

      Usuń
    33. To, że zmienisz nastawienie nic nie da jeśli zaczniesz ponosić kolejne porażki. Wydaje mi sie, że jeśli zaczniemy wygrywać to psychika sama uwolni się od złych myśli i nastanie lepszy dzień. Ale do tego potrzeba magii zewnętrznej. Człowiek to nie Bóg i sam pomimo całego wysiłku nie jest wstanie wygrać. Ktoś mu musi pomóc, człowiek, los czy inna przypadłość. Wszystko musi się zgrać. Tak ja to pojmuję.

      btw. ciekawe doświadczenie wymieniać poglądy z osobą o podobnych problemach, jakos tak łatwiej

      Usuń
    34. Ale wiesz, ja nie potrafię tak myśleć, że poczekam na zwycięstwa, to się podniosę. Nie ma nawet takiej możliwości bym wygrała, bo by walczyć o cokolwiek trzeba wstać, a ja upadłam i nie potrafię się podnieść. Jestem leżącą, której nadal dostaje się w dupę. Nie możemy czekać na "lepszy czas", bo dobrze wiesz, że możemy się nie doczekać. W tym wszystkim chodzi o to, by właśnie nauczyć się przyjmować PORAŻKI. Życie jest ciężkie i często niesprawiedliwe. Nie możemy zakładać, że całe nasze cierpienie wynika z tego, że los nie daje nam to czego byśmy chcieli. Gdybyśmy nie byli nadwrażliwi, porażki nie byłyby żadną przeszkodą, powodem do smutku, przygnębienia. I to właśnie od naszego nastawienia zależy jak sobie będziemy radzić z przeszkodami, problemami w życiu, które nie wątpliwie były, są i będą, bo tak jest skonstruowane życie.
      Ale po części zgodzę się, bo wiem,że gdybym ujrzała choć promyk nadziei, coś dobrego tutaj, to na pewno byłoby mi lżej. Jednak jak ciągle nic nie wychodzi, to nie ma z czego czerpać energię, motywacje, itd.

      Rzeczywiście. Cieszę się, że natrafiłam na Twój blog. Nie mam z kim o tym porozmawiać, a przecież ze ślepym o kolorach człowiek nie pogada... Najbardziej budujące są rozmowy z kimś kto nie tylko słucha, ale też przeżył to samo i potrafi zrozumieć.

      Usuń
    35. To ja nie zamierzam bawić się w półśrodki zaradcze i nauczyć się żyć porażkami, bo to dla mnie nie jest życie a wegetacja w niewiedzy. Jeśli ma coś w moim życiu się zmienić to przede wszystkim właśnie życie. Chcę zacząć wygrywać i tylko tego oczekuje. Jeśli nie ma tego czego się lubi to się na to czeka^^

      Usuń
    36. Czekanie wymaga siły i nadziei. Życie nie zmieni się od tak, jeśli Ty nic nie zaczniesz robić w tym kierunku. Nie wiem, ja odizolowałam się w czterech ścianach i nie liczę na cud. Nie czekam, nie wierzę. Z każdym tygodniem, miesiącem jest coraz gorzej.

      Między innymi właśnie dlatego nas tak to życie boli, bo każde niepowodzenie jest dla nas porażką wielkich rozmiarów. To nas przybija i nie pozwala uskrzydlić się. Jesteśmy za słabi, nieodporni na nagły ból. Możemy zmienić tylko siebie. Trzeba uczyć się żyć. Ja nie mam na to sił, ale myślę, że Ty mógłbyś jeszcze zawojować świat, serio.

      Usuń
    37. Ja wychodzę z założenia, że jednak coś musi pomagać ludziom, inaczej już dawno nas by nie było. Ja nie mogę zmienić zycia, próbowałem, więc mogę jedynie czekać na zmianę, która przyjdzie ot tal, sama. To nie siła czy nadzieja, a jedyne rozwiązanie, które mi zostało.

      Usuń
    38. Ale gdybyś nie wierzył, że nadejdzie to rozwiązanie to nie czekałbyś, byłbyś bardziej obojętny, zrezygnowany. Myślę,że przechodząc po raz drugi depresję teraz jest Ci w pewnym sensie łatwiej. Jesteś juz jakby oswojony z tą chorobą, wiesz jak działa. Twierdzisz, że teraz jest gorzej, ale myślę, że sam fakt, iż piszesz, że nie chcesz żegnac sie ze światem jest dobrym sygnałem. Dlatego wierze, ze Tobie uda się z tego wyjść. Na zawsze.

      Usuń
    39. Czekanie to nie decyzja, to jedyna możliwość. Czekam, bo musze, a nie, że chcę. Nie wierzę w lepsze dni, nie wierze, że moje życie może się poprawić.

      Usuń
    40. A marzenia? Plany? Do czego chciałbyś dojść w życiu? Czego pragniesz?

      Usuń
    41. Plany? Marzenia? A są i to nad wyraz ambitne, może całkowicie nierealne, ale są. Marzy mi się kariera pisarza.

      Usuń
    42. No widzisz :) Marzenie jak najbardziej realne zważywszy na Twój talent. Mógłbyś pomyśleć nad rozwijaniem swojego talentu pisarskiego, np. jakieś kursy czy coś w tym stylu. Nie wiem, ale skoro masz takie skonkretyzowane plany, to dlaczego by nie zmierzać do ich urzeczywistnienia?

      Usuń
    43. Tego nie powiedziałem. Mam napisaną jedną książkę, tylko trzeba ją TYLKO wydać co jest jednak dość sporym problemem.

      Usuń
    44. Łoł. I nic się nie chwalisz? :) O czym?

      Hmm, nie znam się na wydawaniu książek. Może gdzieś powysyłaj tą swoją powieść?

      Usuń
    45. No mam z tym jakiś problem. Może nie chcę, aby znów wyszło, że rezultatem będzie porażka, ale najpewniej wyślę w nowym roku, aby lepiej zacząć 13stkę.

      Thriller o prywatnym detektywie a akcja dzieje się w fikcyjnym, amerykańskim mieście.

      Usuń
    46. Kupię Cię kiedyś ;D obok Cienia Wiatru będziesz stał na moim regale :P

      Nierealne marzenia to takie, np. chcę zostać supermanem, albo kobietą kot, albo nie wiem, pinokio, albo tak jak ja nieraz marzę o karierze piosenkarki. Też mi się marzyło bycie pisarką, ale wiem, że w to trzeba dużo pracy włożyć, a ja jak coś zacznę to nigdy nie dokańczam. Wiesz dlaczego pytałam Cię o marzenia? Bo jak człowiek nie marzy to umiera.

      Moje marzenia są martwe. Niewypowiadane nawet w myślach uschnęły gdzieś w przestworzach mojego mózgu. A Ty masz jak najbardziej szansę spełnić swoje pragnienia. Nie od razu Rzym zbudowano, czy jakoś tak :P

      Usuń
    47. Oj tak, dużo pracy trzeba włożyć, aby napisać swoją pierwszą ksiazkę lawirując między stanami depresyjnymi, ale jakoś mi się udało. Nie wiem jaki pułap osiagnąłem, niektórzy mówią, że im się podoba, ale sam jakoś mam wątpliwości, chociaż niektóre fragmenty nawet mi się podobają. AW sumie coś mnie wzięło i własnie drukuje, poprawiam błędy i drukuje, a co mi tam^^

      Usuń
    48. Ale fajnie, aż banana zrobiłam do ekranu :D
      Zazdroszczę Ci cholerka, swoją depresję wykorzystałeś do twórczych celów. Tak czytam Cię i przypomniała mi się taka książka "Czarne mleko" czytałeś? Ja nie xd, ale czytałam kiedyś artykuł o tej książce i zapamiętałam takie słowa "Wyobraziłam sobie, że jak moje mleko skwaśnieje, to zrobi się szare, a potem czarne. A jeśli czarne, to może uda mi się z niego zrobić atrament?". I to mi taką refleksję przyniosło, że coś co może być destrukcyjne, złe, można przeobrazić w coś pożytecznego. (w tej książce chodzi o depresję poporodową, ale jednak depresja to depresja)

      Prześlesz mi swoją książkę z autografem?? :D
      Będę się potem chwaliła na mieście, że znam tego pisarza ;d

      Usuń
    49. http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,10295401,Elif_Safak__Niszczylam_cialo__pielegnowalam_intelekt.html znalazłam ten artykuł, tak jakbyś chciał zerknąć.

      mam pytanie trochę z innej beczki: pamiętasz może czy miałeś problem z sennością podczas leczenia farmakologicznego? albo czy ogółem w czasie depresji zauważyłeś u siebie zwiększenie senności?

      Usuń
    50. Ja zawsze uważałem, że nie każde negatywne uczucie przynosi same negatywne skutki. Np. zemsta czy nienawiść potrafi przy lekkiej pomocy przynieść coś pozytywnego. A książki nie czytałem, prawdę mówiąc pierwszy raz o niej słyszę, ale nei czas na czytanie. Jakoś mnie wzięło i chyba znów zaczne pisać cos powazniejszego.

      A co do pytania. Ja mam ciągłe problemy ze snem, więc nie wiem czy one się wtedy nasiliły. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz się wyspałem, kiedy ostatni raz nie zasypiałem mniej niż dwie godziny i kiedy ostatni raz nie byłem zmęczony.

      Usuń
    51. :( Ja tak samo, ciągle czuję się zmęczona i nigdy nie jestem wyspana. Budzę się w takim stanie jakbym całą noc harowała za dziesięciu.

      A robiłeś sobie ostatnio jakieś badania, np. krwi? Przepraszam, że tak wypytuję, ale moja psychoterapeutka wymaga ode mnie tych badań i jestem ciekawa czy Ty też badałeś się. Głównie chodzi mi o to, że ludzie z depresją często mają niedoczynność tarczycy co powoduje straszną senność...

      Usuń
    52. Ostatnio to może nie, ale gdzieś rok temu w styczniu robiłem i niestety (ze względu na brak jakiejkolwiek odpowiedzi) wyniki były w normie. Więc nie wiem dlaczego jestem ciągle zmeczony, a próbowałem już na trzech różnych łóżkach spać o różnej twardości.

      Usuń
    53. Pytałam terapeutki, powiedziała, że w depresji tak jest.

      Usuń
    54. Nie przeczę, że tak jest, ale ja od kilku lat co najmniej nie mogę się wyspać. Chyba az tak długo w dole nie jestem, chociaż kto wie.

      Usuń
    55. Zanim nadeszły stany depresyjne też tak miałeś?
      Mówiłeś, że 4-5 lat temu leczyłeś się z depresji...

      Usuń
    56. Ja próbowałam zażywać tran i magnez. Tran mi jako tako pomógł, ale to było wcześniej, zanim jeszcze psychicznie się rozleciałam. Teraz już nic nie pomaga. Godzina, dwie i już muszę się położyć ;/

      Może spróbuj z jakimiś suplementami. Albo wzbogać dietę w żelazo, jedz dużo ryb.. Może by pomogło.

      Usuń
    57. W sumei mogłoby się zgadzać. Może nigdy depresja mnie nie opuściła a problemy ze snem były jej działaniem przez cały czas. Któż to wie.
      To ty więcej śpisz, ja mam po prostu problemy z zaśnięciem i ze wstaniem. W środku dnia u mnie jest powiedzmy, że znośnie.

      Usuń
    58. No właśnie, u mnie zdiagnozowano depresję oficjalnie dopiero we wrześniu, ale wiem, że choruję na nią od co najmniej 3 lat.

      Ech, zazdroszczę. W ciągu dnia muszę się położyć parę razy, bo nie idzie inaczej :c

      Usuń
    59. W sumie nie ma czego. Moja jak i twoja przypadłość senna nie jest do pozazdroszczenia. Nie czuję przypływu energii, raczej jestem wstanie wykonać pracę, bo pracuję, ale zamykam się w sobie maksymalnie, aby oszczędzać siły.

      Usuń
  2. Czytam Twoje stare wpisy i łzy mi lecą. Nie sądziłam, że mogłabym natknąć się na człowieka, który odczuwa świat tak samo ja. W dodatku ta fobia społeczna, ech. Wszystko mogłabym skomentować jednym wielkim: ROZUMIEM...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ci powiem tylko tyle. Rozumienie znaczy wiecej niż tysiąc słów pocieszeń. Niestety.

      Usuń
  3. co się dzieje? :> czemu nienawidzisz ludzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już od dawna nienawidzę ludzi. Już od dawna dopadła mnie depresja, która wyżera mnie od środka.

      Usuń
    2. nikt Ci nie może pomóc?

      Usuń
    3. Tego nie wiem. Próbowałem ja coś wielokrotnie zmienić, bezskutecznie.

      Usuń
    4. A może jakiś specjalista?

      Usuń
    5. Też już był. Nie tak łatwo pomóc beznadziejnemu przypadkowi.

      Usuń
    6. ale od czego to się u Ciebie wzięło? przecież nie było AŻ tak źle.

      Usuń
    7. Wręcz przeciwnie, już od dłuższego czasu było aż tak źle.

      Usuń
    8. Jest tyle tego, że nie chce mi się po raz kolejny tego wymieniać. Nie raz, nie dwa o tym pisałem w notkach. Więc aż się dziwię, że tego wcześniej nie zauważyłaś.

      Usuń
  4. Nie możesz w tym trwać! Musisz zacząć robić coś tym kierunku, by czasem świeciło słońce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że wielokrotnie próbowałem.

      Usuń