poniedziałek, 5 marca 2012

True colors

Spoglądam w wieczność. Dostrzegam nienamacalne kształty wirujące wokół prawdy. Mrok piętrzy się w gałkach ocznych. Powieki opadają bezwładnie w otchłań dawnych trosk. Łagodne powietrze tworzy obrazy przy pomocy piruetów w płucach. Każdy najmniejszy dźwięk otula liche ciało. Martwy naskórek przepada w ciepłej atmosferze. Bezpiecznie serce pompuje radosne nuty autostradami do śnieżnobiałych szczytów sumienia. Tajemnicze obłoki zbliżają się do mojego jestestwa. Nie odczuwam strachu. Zapominam o bólu dnia codziennego. Łzy przepadają w pierwszych kroplach deszczu. Woda zmywa moje winy. Rozpościeram skrzydła do lotu. Ufam. Wierzę. Trwam w nadziei.

Gdy ezoteryczna dawka kończy swój uwodzicielski taniec jestem wstanie ujrzeć prawdziwe kolory. Okładam rany tęczową kołdrą i tulę się do przyjacielskich ramion. Kątem oka spoglądam w trzy uśmiechnięte siostry czuwające w okowach. I rozumiem słowa, chociaż nie słyszę ich. Dostrzegam, chociaż nie widzę. Nie jestem przezroczystym bytem unikającym spojrzenia z niebios. Posiadam własne, unikatowe barwy pomimo wielokrotnych upadków, bo stracić wiarę w ludzi można, ale nigdy nie w Ciebie...

Alison Krauss - Down in the river to pray

30 komentarzy:

  1. a już miałam zapytać w kogo...ale już wiem :) dobrze,że w Niego wierzysz...podobnie jak i ja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie straciłem wiary w Niego. Raczej często tracę wiarę w ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. mam to samo! dlatego nie ufam byle komu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Ufam, ale nigdy nie do końca.

    OdpowiedzUsuń
  5. mądre podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Znowu zaczynamy sie gubić?:D

    OdpowiedzUsuń
  7. W ludzi czasem też trzeba wierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Z analitycznego punktu widzenia, logiczniej jest wierzyć w ludzi, bo z nimi obcujesz. Nie warto jednak wierzyć w ogół, tylko w konkretne osoby, które dotąd nie zawiodły zaufania, nie sądzisz? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale ludzie maja tendencje do nadszarpywania tego zaufania. Dlatego wiara przychodzi i odchodzi jak w kolejce górskiej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie spotkałem osoby, która by nigdy nie zawiodła. Chyba taka osoba nie istnieje. No i jeśli bawimy się w analizę i interpretujemy słowa "Bóg jest wszędzie" to też z Nim obcujemy, tyle tylko, że to my możemy w takim układzie zawalić sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ja też coraz częściej zadaję sobie pytanie, czy w ogóle warto innym ufać. Tak do końca, bezgranicznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. To ja zacytuję samego siebie z komentarza wyżej: "Ja stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Ufam, ale nigdy nie do końca."

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo trudno jest ufać komuś tak do końca. A ludzie pokazują nam, że niektórym nie można ufać wcale.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja już pewnie nikomu nie zaufam do końca.

    OdpowiedzUsuń
  15. A sam sobie ufasz w pełni?

    OdpowiedzUsuń
  16. O tyle dobrze :) Bo niektórzy sobie nie ufają. W końcu nie zawsze wiadomo, jak się zachowamy w sytuacji niecodziennej, ekstremalnej.

    OdpowiedzUsuń
  17. No ja wymagam wpierw od siebie, potem od innych ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. I bardzo dobrze. To chyba podstawa. Najpierw sobie stawić poprzeczkę i jej sprostać, dopiero później innym stawiać wymagania.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dokładnie tak staram się robić. Z drugiej strony chyba niekeidy za dużo od siebie daje co w konsekwencji daje to, że wymagam więcej od drugiej strony.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale przynajmniej, jeżeli jesteś w coś zaangażowany, to całym sobą. Czasami lepiej wymagać od drugiej strony więcej niż zbyt mało.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dla mnie to jednak wada jest, że jestem zaangażowany całym sobą. Za szybko się angażuje.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jest to zarówno wada, jak i zaleta. Jeżeli chodzi na przykład o pracę i tego typu zobowiązania, zaangażowanie jest dobre, ponieważ nie robisz czegoś "na odwal się", a się do tego przykładasz. W kontaktach interpersonalnych niestety różnie to bywa...

    OdpowiedzUsuń
  23. O nie, w prayc nie angażuje się zbytnio i praktycznie wszystko robie na odwal się, bo uważam, że praca to przymusowe zło ;] Zaangazowanie mam w związkach i to co lubię ;]

    OdpowiedzUsuń
  24. Mhm. Myślałam, że zaangażowanie jest również w pracy ;) Bo nie musi być ona przecież złem koniecznym.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie jestem wstanie wyobrazić sobie pracy, która nie jest złym koniecznym. Dla mnie coś takiego nie istnieje ;D

    OdpowiedzUsuń
  26. bezpieczniej wierzyć w Boga, niż w ludzi. ludzie są źli.

    OdpowiedzUsuń
  27. norma :D przyzwyczaj się.

    OdpowiedzUsuń