piątek, 8 września 2017

Demon

Gęsty, mroczny las wysadzany wysokimi, szpiczastymi drzewami obserwuje wędrującego przez ten dziwny ekosystem wojownika ciągnącego za sobą żelazny, zakrwawiony miecz. Rycerz zakupy w drogą zbroję idzie powoli zmęczony po ostatniej bitwie. Przeżył jedynie on. Śmierć dopadła każdego innego na polu chwały. Niestrudzenie porusza się do przodu, ale jeszcze nie wie, że nie jest sam.

- O! Ciężka bitwa musiała być! - wesoły, skoczny ton dobiegał zza krzaków

Na ścieżkę wyskoczył szczupły, wręcz chuderlawy chłopak mogący mieć co najwyżej dwadzieścia wiosen. Zanim jednak powiedział coś jeszcze rycerz z impetem zamachnął się i obciął głowę przybłędzie. Niewzruszony kolejną śmiercią ruszył ponownie naprzód. Po trzech krokach zatrzymał się skołowany. Nie usłyszał bowiem charakterystycznego dźwięku upadającego bezwładnie ciała na ziemię. Odwrócił się i z nieskrywanym zaskoczeniem zorientował się, że w miejscu gdzie powinien leżeć trup nie ma niczego. Nawet krwi.

- To tak się wita nieznajomych? - zza pleców ponownie usłyszał zgryźliwy głos

Wojownik uderzył błyskawicznie przebijając ciało na wylot i całym ciężarem ciała przygniótł nieszczęśnika do ziemi. Przybłęda splunął mimowolnie krwią i w krótkich męczarniach skonał na oczach skołowanego woja. Ten w końcu uzyskał pewność, wstał i jakby nic się nie wydarzyło, ruszył w swoją stronę. Coś podpowiedziało mu, aby raz jeszcze upewnił się, czy aby na pewno zabił tajemniczego wędrowca.

Spojrzał leniwie i stanął zaskoczony. Znów nie było ciała. Podniósł miecz do góry i faktycznie prócz zastygłej krwi nie było śladów po nowej ofierze. Nie mógł uwierzyć w sytuację w jakiej się znalazł. Czy to jakaś magia, zakazane czary powodują omamy? A może uderzenia, które przyjął w czasie niedawnej walki zbierają teraz żniwa?

Tajemniczy chłopak pojawił się jeszcze kilkakrotnie kończąc swój żywot tak samo jak za pierwszym czy drugim razem - umierając, by potem zniknąć bez śladu i ponownie zaprezentować swoją obecność. Gdy rycerz opadł już z sił i pod ciężarem zbroi upadł na kolana podtrzymując się wbitym w ziemie mieczem w końcu rzekł do intruza:

- Kim jesteś?

-I nareszcie dobre pytanie. - głos stał się stonowany, zimny, beznamiętny. Zdradziecki uśmiech zamienił się w przerażającą powagę, a jego oczy rozbłysły łuną ognia. - Widzisz, byłeś bardzo, bardzo, ale to bardzo niegrzecznym chłopcem. Masz na sumieniu wiele niewinnych dusz. - obleśnie obliznął usta - Niemalże mogę skosztować twej winy. - podszedł bliżej i pochylił się nad wojownikiem - Mam wiele imion jakimi mnie ludzie opisują, ale dla ciebie mój przyjacielu będę sumieniem. I nie opuszczę ciebie aż do twojej śmierci!